Wrogie państwo bogatych ludzi według Witolda Modzelewskiego

Uwielbiam słuchać prof. Witolda Modzelewskiego, którego wykłady to dla mnie intelektualna uczta. Prof. Modzelewski publicznie mówił, że nie boi się krytyki i polemiki. Ośmielam się podjąć konstruktywną polemikę z profesorem o „wrogim państwie bogatych ludzi”.

W jednym z wywiadów prof. Modzelewski skrytykował ideę państwa bogatych ludzi. Zdaniem prof. Modzelewskiego „biedne państwo bogatych ludzi jest państwem wrogim”.

Wcześniej należałoby zdefiniować lub dookreślić pojęcia użyte w zacytowanej wypowiedzi, aby w analizie posługiwać się tymi samymi znaczeniami. Muszę samodzielnie przyjąć pewne założenia.

Zakładam, że prof. Modzelewski mówił o ludziach, którzy wywiązują się ze swoich obowiązków, a w szczególności obowiązków wynikających z przepisów prawa podatkowego, domeny profesora, a jednocześnie są bogaci, czyli żyją na wysokiej lub ponadstandardowej stopie życiowej. Mam na myśli ludzi, którzy nie ukrywają przychodów do opodatkowania lub nie unikają płacenia podatków. Dalej zakładam, że „biedne państwo” to państwo, którego nie stać na rozrzutną politykę społeczną, dopłat i dotacji do przedsiębiorstw państwowych, szczodrą opiekę medyczną wliczając w to zabiegi in vitro lub operacje plastyczne, a także państwo, którego szczupłe dochody powstrzymują przed nadmiernym zadłużaniem. Oraz przez państwo wrogie rozumiem taki reżim, który naraża obywateli na niewypłacalność emerytur, niski poziom sprawiedliwości w sądach powszechnych, żeby tak to lakonicznie nazwać lub nieszczelne granice nieobstawione przez niedofinansowaną służbę graniczną, państwo niezdolne do skutecznej akcji przeciw kontrabandzie.

Chyba niechcący udało mi się narysować nasze współczesne państwo.

Nasze państwo nie gwarantuje wysokości emerytury. A jeśli zaistnieje (nie)odpowiednia sytuacja finansów publicznych, państwo kolejny raz dokona rewaloryzacji kapitału początkowego, zmianę wieku emerytalnego lub kolejnego transferu środków z OFE do ZUS. Rząd krytykowany jest za kolejki do lekarza zakontraktowanego przez państwo. Kontrabanda papierosów idzie w miliardy rocznie, o czym pisałem w innym artykule, wraz z podnoszeniem stawek akcyzy. Polskie sądy, które nie przeszły po 1989 r. poważnej reformy po zmianie ustroju, biją rekordy długości rozpatrywania spraw karnych, cywilnych i administracyjnych. Kolejne rządy finansują niedochodowe, niestrategiczne przedsiębiorstwa państwowe i niektóre, głośne grupy zawodowe. Rząd i politycy z koalicji rządowej chwalą się niskim poziomem zadłużenia na tle krajów europejskich. Przypomnijmy, że zadłużenie państwa rośnie, a nie spada, rośnie coraz bardziej z roku na rok oraz odkąd pamiętam, każdy kolejny budżet roczny planowany jest z deficytem. Jeśli ktoś z Państwa nie ma „lęku wysokich cyfr”, to może tu zobaczyć kwoty bilionowego zadłużenia Polski.

To właśnie współczesna Polska. Rozumiem, że tak działa wrogie państwo.

A co z ludźmi? Czy Polacy są biedni, czy bogaci? Czy za odpowiedź może posłużyć liczba Polaków, którzy wyemigrowali do Anglii, Szkocji, Irlandii, czy Niemiec, która na mnie robi piorunujące wrażenie.

Dlaczego Polacy są biedni? A czy na pracy Polacy mogą się dorobić? Obciążenie pracy podatkiem PIT i ZUS jest bardzo wysokie, o czym pisałem w innym artykule. PIT jest jedną z tych danin, których ściągalność jest na wysokim poziomie. Gorsza jest ściągalność podatku VAT niż PIT. Dużo pracujemy, dużo podatku PIT i ZUS płacimy, a państwo wciąż jest słabe.

Ponadto prof. Modzelewski powiedział, że „nigdy nie będzie nas stać na prywatną służbę zdrowia i szkolnictwo, to są funkcje publiczne i są współcześnie zbyt kosztowne, aby można je sprywatyzować w całości”,

Przyznaję otwarcie, że nie spodziewałem się usłyszeć od naukowca „nigdy”. Tym bardziej w sytuacji, gdy obecnie istotna część zatrudnionych samodzielnie finansuje dodatkowe, prywatne ubezpieczenia zdrowotne i świadczenia medyczne. Także znaczny odsetek rodziców dzieci w wieku szkolnym finansuje dodatkowe zajęcia edukacyjne i korepetycje.

Może to ta niewielka część ludzi, których zawsze stać na dodatkowe opłacanie usług medycznych i języków obcych. Oczywiście. Ale warto też zastanowić się dlaczego to robią? Czy jakość państwowej lecznicy lub państwowej edukacji jest bez znaczenia? Wiele osób uważa, że państwo nie wywiązuje się z tych obowiązków. Osobiście nie czuję potrzeby państwowej przymusowej edukacji. Tylko teraz proszę mi nie wmawiać, że jestem przeciwnikiem edukacji. Jestem przeciwnikiem przymusowej edukacji programu szkolnego ustalonego przez bezimiennego urzędnika oczekującego pochwały przełożonego ministra i premii za dobrze wykonaną nikomu niepotrzebną robotę.

A gdyby tak, panie profesorze, w ślad za pańskim uzasadnieniem ulg prorodzinnych, rodzic dzieci w wieku szkolnym mógł kupić „bon edukacyjny”. Stworzylibyśmy szansę na samodzielne decyzje rodziców ile i jakich przedmiotów jego dzieci uczyłyby się. Wystarczyłoby dodatkowe pole w deklaracji PIT, tuż obok tego, gdzie wnioskujemy o przekazanie darowizny 1 proc. na OPP.

Panie profesorze, ja nie „kupuję” argumentu „współcześnie zbyt kosztowne”, jako usprawiedliwienie na ciągłe marnotrawienie podatków na finansowanie np. państwowej słabej służby zdrowia. Wystarczy oderwać państwo od koncernów farmaceutycznych, bo to duopol pompujący ogromne środki z budżetu państwa.

Oraz nie rozumiem, dlaczego pan profesor formułuje sąd, że „nigdy nie będzie nas stać”? Nie rozumiem, tego tak samo, jak nie zrozumiem słuszności stwierdzenia, że Polacy nigdy nie zdobędą złota na mistrzostwach świata w piłce nożnej.

Skąd pan profesor wie, że „nigdy nie będzie nas stać”? Czy chociaż spróbowaliśmy? Czy rząd wycenił koszyk usług medycznych gwarantowanych przez państwo? Ja nie wiem, czy mnie stać, czy nie zanim nie poznam ceny.

Z wieloma innymi wypowiedziami pana profesora się zgadzam i lubię pańskie wielopiętrowe analizy roli, funkcji i znaczenia podatków dla państwa. Szczególnie od pana profesora oczekuję, że będzie pan wspierał mądry system podatkowy w Polsce. Jest pan gorącym zwolennikiem ulg prorodzinnych. Idąc za ciosem, może więc pan stać się również zwolennikiem mądrych podatków, które nie drenują kieszeni młodych ludzi w wieku rozrodczym.

Chcę wierzyć, że silne państwo bogatych ludzi jest alternatywą dla pańskiego wrogiego państwa.

Dlaczego piszę o tym na blogu poświęconym podatkom? Bo podatki mają WIELKIE znaczenie. Podatki, a w zasadzie cały system podatkowy, determinuje wielkość państwa w gospodarce i określa funkcje państwa.

Jeśli elity Polski będą przekonywać, że „tylko państwo może zaspokoić ochronę zdrowia”, to zawsze będziemy mieć marazm i marnotrawstwo w tym sektorze.

Jeśli politycy o małym rozmiarze kapelusza nie wyobrażają sobie zaradnego społeczeństwa, które potrafi samodzielnie zadbać o siebie na emeryturze, dopóty będziemy oszukiwani w podatkach.

Ale ja nie mówię nigdy.

Nigdy nie tracę nadziei, że mądry system podatkowy w Polsce będzie służył silnemu państwu i zaradnym obywatelom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.